Złożona przeze mnie obietnica, by sięgać
częściej po książki polskich autorów, realizowana jest pełną parą. Moja biblioteczka,
która do tej pory obfitowała jedynie w zagraniczne tytuły z miesiąca na
miesiąc zapełnia się książkami polskich autorów. Powoli odkrywam pióro naszych
rodzimych autorów na nowo i za każdym razem jestem pozytywnie zaskoczona. Czy
też moje pozytywne odczucia dotyczą książki Agaty Przybyłek „Bez Ciebie”?
Co w fabule piszczy?
Czy można pokochać po raz drugi, gdy nie jest się w stanie zaufać?
W kamienicy syna Lucy znajduje jego pobitą żonę. Orientuje się, że to mąż zgotował Katarzynie piekło. Pod wpływem impulsu Lucy decyduje się pomóc synowej. Razem z młodym lekarzem, Alanem zabierają dziewczynę do Toronto, gdzie przechodzi długą rekonwalescencję i powoli staje na nogi. Katarzyna zaczyna nowe życie, a między nią a lekarzem rodzi się nić porozumienia. Właśnie wtedy widmo jej bolesnej przeszłości dotkliwie daje o sobie znać...
(źródło - Wydawnictwo Czwarta Strona)
Moja opinia
„Bez Ciebie” było pierwszą przeczytaną przeze mnie powieścią autorki. Pamiętam jak jakiś czas temu na kilku blogach przeglądałam
zachęcające recenzje, jednak to piękna okładka zdobiąca książkę przyciągnęła
moją uwagę. Piękna kobieta, nieco eteryczna i żywe kolory sprawiały wrażenie, że
książka będzie lekka i przyjemna. Jednak chyba nie mogłam bardziej mylić się w
swojej ocenie.
Agata Przybyłek w swojej książce porusza temat tabu
jakim jest przemoc domowa. Nie oszukujmy się, w naszym społeczeństwie nadal za
mało mówi się o tym zjawisku. Przemoc domowa została zepchnięta do szarego
kąta, jako coś wstydliwego, o czym się raczej nie mówi. Jednak autorka wychodzi
naprzeciw tendencjom społecznym opisując historię Katarzyny – ofiary przemocy
domowej.
"Może właśnie dlatego Lucy zdecydowała się pomóc Katarzynie. Dostrzegła w tej młodej, Bogu ducha winnej dziewczynie taką samą naiwność. Toksyczną miłość, której za nic w świecie nie da się w sobie zabić."
Pomimo tego, że „Bez Ciebie” dotyczy historii Kasi,
to autorka przybliżyła nam historie pozostałych bohaterów czyli Colina, Lucy
oraz Alana. Dzięki zastosowanym retrospekcjom mamy możliwość poznania trochę
bliżej momentów z różnych etapów życia bohaterów, które ich najbardziej
ukształtowały. Jak możecie się domyślać, również te historie nie będą należeć
do tych najprzyjemniejszych.
Historia Katarzyny bez wątpienia szokuje
czytelnika, sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad postrzeganą rolą kobiety
i mężczyzny w małżeństwie, ale również w społeczeństwie. Katarzyna posiada
bardzo zniekształcony obraz swojej roli jako kobiety i małżonki. Jest całkowicie
posłuszna mężowi, stosuje się do jego zakazów oraz bez zająknięcia przyjmuje
jego nieuzasadnione kary. Tkwiąc w toksycznym związku Katarzyna nawet nie
próbuje uciec z więzienia jakim jest dla niej małżeństwo, gdyż jako ofiara
przemocy ma przeświadczenie, że sama jest nic nie warta i beznadziejna. Pomimo zła jakie wyrządza
jej Colin, kobieta utwierdza się w przekonaniu, że nadal go kocha, mimo tego,
że coraz dotkliwiej zaczyna być przez niego bita i poniewierana. Czytając
fragmenty opisujące przemoc oraz później przemyślenia Katarzyny, włosy jeżyły
mi się na rękach. Trudno było mi uwierzyć, że bohaterka cały czas
usprawiedliwiała swojego męża, szukając winy w sobie samej.
"O niektórych rzeczach lepiej nie mówić na głos. Wtedy łatwiej się łudzić, że nie istnieją."
Autorka w przekonujący sposób przedstawiła tok
myślenia ofiar przemocy i ich zachowania, jak również cały proces wychodzenia z
traumy. Książka podzielona jest na dwa etapy - cykl miesiąca miodowego i zespół
stresu pourazowego. Dla niewtajemniczonych cyklem miesiąca miodowego nazywany
jest etap, w którym po zazwyczaj silnej agresji, negatywne zachowanie agresora
staje się wyciszone i nie dochodzi do aktów przemocy. Jednak zawsze po tym
„lepszym okresie” nadchodzi fala przemocy najdotkliwszej, i tak też było w
przypadku naszej bohaterki. Jednocześnie był to dla Katarzyny impuls, by znaleźć
w sobie siłę na zmianę swojego życia. Przechodząc długą rekonwalescencję
Katarzyna mogła liczyć na wsparcie młodego lekarza Alana, który pomagał
kobiecie odnaleźć się w nowej rzeczywistości i walczyć z jej demonami.
Pomimo kilku momentów radosnych i szczęśliwych,
książka Agaty Przybyłek raczej nie należy do powieści lekkich i przyjemnych, po
które się sięga, by oderwać myśli od codziennych problemów. „Bez ciebie” to
wzruszająca, emocjonująca i przerażająca opowieść o wielkiej woli życia, o odzyskaniu
i utracie nadziei oraz o krzywdzie jaką kochana osoba może nam wyrządzić. Dawno
już nie czytałam książki, która by wywołała we mnie tak skrajne emocje,
poruszyła mnie całkowicie i zszokowała tak jak zrobiła to powieść Agaty
Przybyłek. Dopełnieniem tego jest również zakończenie książki, które było dla
mnie tak ogromnym zaskoczeniem połączonym z niedowierzaniem, że musiałam kilkakrotnie
czytać to samo zdanie.
Podsumowując, sięgając po książkę Agaty Przybyłek
musicie być przygotowani na pełną bólu zarówno fizycznego jak i psychicznego
powieść, w której autorka pokazuje człowieka z możliwie najgorszej strony. Jest
to książka, która zapadnie wam głęboko w pamięć na długi czas, pozostawiając po
sobie poczucie niedowierzania i melancholii. Mimo, że chętniej sięgam po
romanse, gdzie „happy end” jest nieodłącznym elementem tego gatunku, to książka
Agaty Przybyłek wywarła na mnie pozytywne wrażenie pomimo szokującego
zakończenia książki. „Bez Ciebie” to powieść, która powinna przypaść do gustu
osobom szukającym w książkach wzruszenia oraz silnych emocjonalnych przeżyć. Polecam!
Moja ocena: 5/6
Tytuł: Bez Ciebie
Autor: Agata Przybyłek
Ilość stron: 336
Okładka: miekka
Wydawnictwo: Czwarta Strona